Początek: Orzeł Ema-Obszary i lata przedwojenne
Klub założono 10 maja 1923 roku w Obszarach, które dziś są częścią Radlina. Miejscem spotkania była gospoda Roberta Barteczki, a pierwsza nazwa brzmiała Towarzystwo Gry Piłki Nożnej Orzeł Ema-Obszary. Nawiązywała do kopalni Ema, choć kopalnia akurat nowej drużynie nie pomagała. Kierownicze stanowiska zajmowali tam wówczas Niemcy i pieniądze na sport polski nie płynęły. Klub przez całą dekadę lat dwudziestych i trzydziestych funkcjonował więc przy bardzo skromnych środkach, opierając się na składkach i na dobrej woli mieszkańców.
Do tego doszedł opór z zupełnie nieoczekiwanej strony. Miejscowy proboszcz, człowiek o mocnych przekonaniach patriotycznych, ale konserwatywny w sprawach obyczajowych, nie akceptował nowej mody na piłkę. Zrywał plakaty zapowiadające mecze i z ambony komentował, że po polu biegają rozebrani młodzi ludzie. Brzmi to dziś anegdotycznie, tylko wtedy stanowisko księdza w śląskiej miejscowości ważyło naprawdę dużo. Klub i tak się utrzymał.
Pod nazwą Towarzystwo Sportowe Błyskawica drużyna trzykrotnie wygrywała rybnicką A-klasę. Największy przedwojenny sukces przyszedł w 1938 roku: zdobycie Pucharu Rybnickiego Gwarectwa Węglowego i awans do I ligi śląskiej. Rok później wybuchła wojna, a dekret o likwidacji polskich organizacji na Górnym Śląsku zamknął działalność. Reaktywacja nastąpiła w 1945 roku, zaledwie trzy tygodnie po zakończeniu działań wojennych, co samo w sobie mówi sporo o tym, jak ważny był ten klub dla okolicy.
Fuzja z Rymerem i wejście na samą górę
W grudniu 1947 roku Błyskawica ograła AKS Chorzów, wówczas czołowy zespół w kraju, wynikiem 7:2. Pięć bramek zdobył Paweł Wojak, napastnik słynący z bardzo mocnego uderzenia. Krążyły o nim opowieści, które z czasem obrosły legendą, i trudno dziś oddzielić fakty od kibicowskiej mitologii. Pewne jest to, że był czołowym strzelcem swojego pokolenia w tym regionie.
Punktem zwrotnym okazał się rok 1949. Doszło wtedy do fuzji TS Błyskawica Radlin z KS Rymer Niedobczyce. Rymer rok wcześniej grał w I lidze, więc połączony zespół wystartował z zupełnie innego pułapu. Początkowo nosił nazwę Klub Sportowy Górnik Radlin-Niedobczyce, ale szybko skrócono ją do Górnika Radlin. W listopadzie 1949 roku drużyna wygrała rozgrywki II ligi i awansowała do najwyższej klasy. W 1950 roku piłkarze trenowali dwa razy w tygodniu, co dziś brzmi nieprawdopodobnie przy poziomie ligowym, a mimo to rok później przyszedł największy wynik w dziejach klubu.
1951: w lidze rozgrywanej systemem wiosna-jesień Górnik Radlin kończy sezon na drugim miejscu w Polsce. Do zespołu trafili wcześniej odgórnie skierowani zawodnicy z innych klubów górniczych, między innymi z Szombierek i Górnika 20 Katowice. Jeden z nich, Jerzy Krasówka, rok później pojechał na igrzyska olimpijskie do Helsinek.
Atmosfera wokół drużyny była wtedy nieprzeciętna. W dniu meczu pociąg jadący z Rybnika zatrzymywał się nie na stacji, tylko kilkaset metrów wcześniej, bliżej boiska, żeby kibice mieli krócej. Trybuny były małe, więc część ludzi oglądała spotkania z okolicznych drzew. Obiekt w tamtym kształcie nie dostałby dziś żadnej licencji, a to właśnie tam grano mecze o stawkę w skali kraju.
Lata bumerangu i powolne schodzenie w dół
Do 1955 roku Radlin utrzymywał się w najwyższej klasie rozgrywkowej, choć już bez ambicji medalowych. Potem zaczął się okres, który sami zawodnicy nazywali bumerangiem: awans w 1956 roku i spadek, awans w 1958 roku i znowu spadek. Stanisław Oślizło, który grał w Radlinie w latach 1956-1959, a później został kapitanem reprezentacji Polski, tłumaczył to brakiem bazy treningowej. Część meczów odbywała się w Radlinie, część trzeba było przenosić do Rybnika.
Kluczowa okazała się decyzja administracyjna, która zapadła poza klubem. Władze górnicze wybierały miejsce, w którym powstanie reprezentacyjny klub całej branży węglowej. Wybór padł na Zabrze. Do Górnika Zabrze przeniósł się Oślizło i kilku innych zawodników z Radlina. Od tego momentu różnica w możliwościach obu klubów tylko rosła, a Radlin stopniowo schodził coraz niżej w strukturze rozgrywek.
| Rok | Wydarzenie | Znaczenie |
|---|---|---|
| 1923 | Założenie TGPN Orzeł Ema-Obszary | Początek zorganizowanej piłki w Radlinie |
| 1938 | Puchar Rybnickiego Gwarectwa Węglowego | Pierwszy poważny sukces i awans do I ligi śląskiej |
| 1939 | Likwidacja klubu | Przerwa spowodowana dekretem okupacyjnym |
| 1945 | Reaktywacja | Wznowienie działalności trzy tygodnie po wojnie |
| 1949 | Fuzja z KS Rymer Niedobczyce | Powstanie Górnika Radlin i awans do ekstraklasy |
| 1951 | Wicemistrzostwo Polski | Największy wynik w historii klubu |
| 1956 i 1958 | Kolejne awanse i spadki | Okres niestabilności przy braku własnej bazy |
Trzeba uczciwie dodać, że ta lista nie wyczerpuje tematu. Kroniki klubowe z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych są niekompletne, część dokumentów zaginęła, a relacje świadków bywają sprzeczne. Każdy, kto zajmował się historią małych klubów, zna ten problem. Dlatego przy datach spoza głównego kalendarium warto zachować ostrożność.
Powiązane strony
Dlaczego akurat Radlin, i dlaczego to się skończyło
Pytanie wraca za każdym razem, kiedy ktoś pierwszy raz słyszy o wicemistrzostwie z 1951 roku. Jak to możliwe, że klub z miejscowości liczącej kilkanaście tysięcy mieszkańców skończył sezon na drugim miejscu w Polsce. Odpowiedź składa się z kilku elementów i żaden z nich nie jest specjalnie romantyczny. Po pierwsze, powojenna liga była znacznie mniej rozwarstwiona niż dzisiaj. Różnice między klubami mierzyło się jakością boiska i liczbą chętnych, a nie budżetem transferowym. Po drugie, Śląsk był wtedy zagłębiem talentów w sensie dosłownym, bo piłka była dyscypliną dostępną dla każdego, kto miał buty.
Po trzecie, i to jest czynnik najważniejszy, w tamtym okresie państwo przesuwało zawodników między klubami decyzją administracyjną. Piłkarz zatrudniony w górnictwie nie negocjował warunków. Dostawał informację, gdzie od następnego miesiąca pracuje i w którym klubie gra. Do Radlina trafiło tak kilku naprawdę dobrych zawodników, w tym przyszły olimpijczyk. Bez tej mechaniki wicemistrzostwo byłoby nieosiągalne, i uczciwie jest o tym mówić, zamiast opowiadać wyłącznie o sercu do gry.
Równie ważne jest zrozumienie, dlaczego ten stan nie mógł trwać. Klub nie miał infrastruktury, która utrzymałaby poziom ekstraklasowy przez dłuższy czas. Boisko było skromne, zaplecze treningowe właściwie nie istniało, a część spotkań trzeba było przenosić do Rybnika. Dzisiaj mówilibyśmy o braku licencji stadionowej. Wtedy mówiono, że grali na hasioku. W momencie, gdy zapadła decyzja o budowie reprezentacyjnego klubu górniczego w Zabrzu, sprawa była przesądzona. Najlepsi zawodnicy pojechali tam, gdzie były warunki, i trudno mieć do nich o to pretensje.
Warto jednak zauważyć, co zostało. Klub nie zniknął razem z ekstraklasowymi ambicjami, choć miał ku temu wiele okazji. Przetrwał reformę systemu rozgrywek, transformację ustrojową, likwidację kolejnych zakładów pracy, zmianę całego modelu finansowania sportu. Za każdym razem znajdowali się ludzie, którzy brali na siebie sprawy formalne, zgłoszenia drużyn i codzienną organizację. To są nazwiska, których nie ma w encyklopediach piłkarskich, a bez nich w Radlinie nie byłoby już żadnej drużyny.
Jest jeszcze jeden wniosek, dotyczący nie tylko tego klubu. Historia Radlina pokazuje, że o losach małych ośrodków sportowych często decydują rzeczy całkowicie zewnętrzne wobec piłki: gdzie stanie kopalnia, gdzie płyną pieniądze z branży, która miejscowość dostanie inwestycję. Żaden trener i żaden zarząd nie miał wpływu na wybór Zabrza. Można to potraktować jako pesymistyczny morał, albo jako powód, żeby docenić, że drużyna w Radlinie nadal gra. Sto lat po założeniu, po kilku zmianach nazwy i po jednej fuzji, w niedzielę nadal ktoś wychodzi na murawę w tych samych barwach. Jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda dziś od strony organizacyjnej, zajrzyj na stronę o akademii młodzieżowej albo wróć na stronę główną.